20.25 czyli Planetoida 2012 DA14

Siedzę sobie w piątek przed telewizorem a po lewej stronie w kuflu o pięknym kolorze piwo natomiast po prawej w głębokiej misce cała paczka czipsów o smaku zielonej cebulki. Na nogach kapcie typu pieski. Żona coś tam smaży w kuchni na patelni chyba kiełbaski z cebulą na kolację. W pewnym momencie czytam, że w kierunki ziemi leci jakiś kamyk kosmiczny. I dokładnie o 20.25 przeleci najbliżej jak do tej pory blisko ziemi. Mało tego brakowało 15 minut aby ziemia była na lini tego kosmicznego kamerdolca. W pizdu myślę sobie gdyby siekło w ziemię to już nigdy nie zobaczyłbym swoich ulubionych gór z których jak wracałem to zawsze piwko a i wódeczkę smakowałem. Srały muchy jutro (sobota) wyjdę w góry na Gąsienicową aby zobaczyć na własne oczy maszynę, która daje za darmo wrzątek do termosu.

Doszedłszy do schroniska zmieniłem sobie Play Online w telefonie 1gb na Pakiet Internet 2 GB. Nawet dość fajnie mi poszło. Myślę se idę nad staw zobaczyć czy kaczki pływają. Kiedyś byłem i było ich bardzo dużo.

Doszedłszy nad staw nie znalazłem kaczek pewnie wygineły. Natomiast wszędzie ludzie się styrmali pewnie jeszcze nie wiedzieli że asteroida nie pierdyknie w ziemię i spokojnie można kontynuować swoje życie.

Jak już tu jestem to podejdę zobaczyć czy jest śnieg na przełęczy Koziej. Pamiętam jak dziadek opowiadał mi, że jak niemcy przyszli w 39 to była taka zima ze on w kapciach na drugą stronę przeszedł.

W pewnym momencie oglądam się za siebie i widzę, że w moim kierunku podąża banda zbrojna. Wiem coś o tym czytałem na internecie że takie bandy grabią ze wszystkiego. Wpadłem na pomysł, że wyjdę na samą górę i zawołam „na pomoc”

 

Wszedłszy na wierzchołek byłem tak zziajany iż nie mogłem głosu wydobyć. Wtedy to wziąłem czekan w ręce i niech się dzieje wola Pana. Ale zauważyłem że banda rozpierzcha się. Jedni od przodu a jedni od zawietrznej atakują.

Po spotkaniu okazało się, że to niegroźna banda, która ino tu na wypoczynek przyjechała a łupi u siebie na znajomym terenie. Przyszła pora na powrót no bo przecież w domu czekają ze smaczną kolacją kopytka vel leniwe w sosie grzybowym.

Po drodze spotykam jeszcze dwóch obcych ale po zaznajomieniu ich o kosmicznym kamyku i braku niebezpieczeństwa i po wymienieniu spostrzeżeń o pogodzie oraz gdzie jest Kozia Przełęcz rozstaliśmy się w zgodzie.

Ci też nic nie wiedzą o kamyku – szczęściarze.
W pięknej pogodzie wracam do pkt wyjścia. Teraz już może wszystko walnąć w ten kawałek górskiego padołu.

Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wybiorę sie aby przypomnieć i zapamiętać piękne tatrzańskie obrazy.

PS Serdecznie dziękuję ruskim i amerykańcom a szczególnie Brusowi Łilisowi za to, skierowali kosmiczny kamyk w inną stronę co nie wywołało apokalipsy zniszczenia. Proszę też kardynałów aby nie wybierali czarnego ups afroamerykańskiego papieża tak aby się przepowiednia nie sprawdziła. Z górskim Hejjjjjj

Ostatkowe pitu pitu

Zima jak się patrzy. Postanowiłem przewietrzyć dupsko. Ostatni raz w jakichkolwiek górach to ja bylem … kuźwa zapomniałem. Nie mniej zima super. Wstaje rano jadę na Długą Polanę.

 Pamiętam jak kiedyś pierwszy raz wchodziłem na Golgotkę zfucałem się jak stary cap. Nie inaczej było dziś. Ale trzech młodych prześcignąłem a to już super wynik. Bo muszę Wam powiedzieć ze co drugi dzień chodzę nie biegam na biegówki. Mocno odpycham się ręcami co powoduje ze nie mam worków na ręcach. Najważniejsze to zabierać na takie 15 km przechadzki herbatę smakuje wtedy one że Hejjj. O czym to ja… Mijam bacówki gorczańskie, jedne to nawet nają anteny satelitarne kuźwa gdzie ten brak elektryczności, bimber piece rozpalane echhh.

Do ostatniego zdjęcia mam sentyment. Zawsze mam wrażenie, ze jest to granica za która jest tajemniczość, niedostępność albo po prostu w dupie miałem dalsze wędrówki na Turbacz wypijałem kawę i schodziłem na dół.

Podchodząc pod Turbacz wyobrażam sobie ten spokój, zapach jejeśnicy, Kaśkę z wielkimi cyckami. Masakraaaaaaaa na Turbaczu jest jakiś durnowaty zlot szkoleniowy. Uczą jak chodzić w rakietach, topografii i uciekania przed lawinami. Ludzi w ciul. A ci co sięnie zmieścili w schronie śpią w namiotach obok Hali Długiej.

 

Jem kanapkę na schodach bo niestety nikt starcowi miejsca nie ustąpi. Dopijam herbatę z żurawiną ubieram snołblejdy ( nie wiem jak to się pisze prosty człowiek jestem) i pomykam w dół. Na koniec chcę podziękować rzeczom bez których ta wycieczka nie doszła by do skutku. Mojej tojocie, krótkim nartom i zielonym rakietom. Kijki was tez pozdrawiam.

Z górskim pozdrowienie HejjjjjjjjjjjjjZ górskim pozdrowienie Hejjjjjjjjjjjjj

Udany rewanż

„Udany rewanż”( erfolgreich Revanche, úspešný zápas, sikeres visszavágót)- scenariusz-manfred-zdjęcia-manfred

Trzeba było się gdzieś wybrać a, że pogoda zapowiadała się bajecznie wybrałem się w Tatry. Kiedyś już w planach miałem takie wyjście ale z racji niesprzyjających warunków czytaj mgły obsrałem się w maj talony i zrezygnowałem z wytyczonej trasy. Dziś ma być inaczej.
Wybieram się na sedlo Stolarczyka od Czarnej Jaworowej. Pakuje majdan i już ok. 9 jestem na szlaku. Tam w pewnym momencie chyłkiem z niego zbaczam i mam zamiar przekroczyć potok. A, że nie mam tak wielkiego kroka próbuje chipkać po kamieniach. Jako że dawno w górach nie byłem błednik ma się wyśmienicie a i obślizłe kamerdolce też, ten sposób przejścia potoka ma się nijak. Wybieram drugi wariant ściągam buty i skarpety i włażę do wody. Tu ściska mi skronie niemiłosierny ból a stopy moje też. Jakoś udaje mi się przejść potok nie wiem tylko dlaczego pstrągi tak szybko mknęły w górę potoka. Ścieżka która prowadzi do nad Czarny Staw Jaworowy to najpiękniejszy odcinek podejścia jaki mi się nasuwa w mojej głowie. Mijam staw i chyłkiem pod próg. A z tym progiem to jest tak, że jeszcze ani razu nie udało mi się go przejść od strzału onsajt. Dwa razy przymierzam się z plecakiem wielkim prawie jak ja i nic z tego. Wreście zrzucam plecak i próbuje na sucho. Idzie bez najmniejszych problemów ale kurde kto mi plecak poda. Schodzę znowu i myślę se, że na głodnego nie przejdzie się ten próg. Otwieram konserwe tyrolską za 2.49 Ciekawe co tam zmielili, że to tyle kosztuje i na myśl przychodzi mi mój kot którego ukradli mi z 6 mc temu. Brrr zaś chyba ludzie nie są tak złośliwi. Napawam się smakiem konserwy popijam jakiegos tajgera i prożek pęka w mig. Na trudności tyrolska. Skakam se po kamieniach, cieszę się i docieram na górne piętro do Bańdziocha. Po chwili jestem już rozpakowany bo to wiecie jest tam taka kolebka w której się można się kimnąć. Pstrykam zdjęcia, opalam się ot normalny komsomolski wypoczynek. Budzik nastawiam na 5 rano He He He dobre nie. Wstaje o 7 pożeram jakiegoś cukierka pakuje się i uciekam w stronę żlebu , który wyprowadza na sedlo Stolarczyka.Oświadczam będąc poczytalny, że to jeden z najgorszych żlebów jakim przyszło mi się wspindrać. A od Szymkowego żlebu to już w ogóle syf i mogiła krucho krucho i jeszcze raz krucho. Zostawiam plecak bo po przeczytaniu że cytuje „że 20 metrów trzeba bystro zejśc piarżystym zachodzikiem a następnie zachodzik roztraca się w przerywane kruche żwirem przysute stopnie którymi dość bystro w dół na dno żlebu” He dobre nie, w życi mam to obejście i dlatego schodze na dół i wchodzę w Szymkowy żleb( Jacyków by się ucieszył)A żleb ten jest jednym z krótszych żlebów ale w swojej piękności i litości najwspanialszy. Jestem na Papirusowej przełączce. A tu powiem Wam piknie ciepło aż się człowiekowi chce wódki napić.Następnie do lewa po litych stopniach i ściankach na Czarny szczyt. Nima nika po jakiejś godzince schodzę na prawą odnogą za kopczykami. Trzeba tu się w połowie zejścia przewinąc do Dzikiej i litymi ściankami i stopniami docieram na ( tutaj musze se zerknąć do Paryskiego bo za cholerę nie wiem jak się to nazywa)PCG czyli Pośrednią Czarną Galerię. Następnie schodzę Zadnią Jakubową Drabiną i jestem w Dzikiej Dolinie. Ogólnie muszę przyznać że wejście Jakubową Ławką czy to drabiną jak zwał tak zwał należy do pięknej tury.Potem to już tylko zejście doliną Dziką na Zielone Pleso.Doliną Kieżmarską do Białej Wody. A tam już zastawka i za dwa euraki na Łysą Polanę. Ot i cała historyja a kto nie uwierzy temu obije ryja się mi tak zrymowało.

Żabie Stawy Białczańskie

Dziś zapowiedź wycieczki jaką odbyłem kilka dni temu do jednej z najpiękniejszych Dolin Słowackich. Tu tylko zapowiedź na www troszkę więcej zdjęć. Polecam FS

Okno pogodowe

Wykorzystując okno pogodowe udałem się w Tatry. Start w Kuźnicach meta na Palenicy. Po drodze odwiedziłem schronisko na Hali Gąsienicowej, Zawrat, Piątkę, Mickiewicza. Życzę miłego oglądania a na więcej zapraszam na www ale nie dużo więcej 😉




Do trzech razy sztuka…

Parkuję na Groniku. Plecak, sprzęt i jakoś tak bez chęci kieruję się w stronę Doliny Małej Łąki. W górze wisi mgła, która nie daje nadziei na pogodowe okno. Ach te serwisy meteo zawsze to samo. Po zejściu z jezdni wywijam takiego orła jak Orzeł z Wisły no może prawie. Myślę no ładnie się zaczyna. Szukam jakiejkolwiek wymówki aby olać całe to wyjście w góry. Nie wiem jakim cudem docieram do skraju Wielkiej Polany.

Spoglądam w stronę Małołąckiej Turni do której czuję słabość z powodu wspaniałych dróg zimowych. Dochodzę do żlebu, który wyprowadza mnie na skraj Świstówki. Spoglądam na Wielką Turnię no no robi wrażenie. Przede mną ślady na śniegu ale jakby z wczoraj. Ciekawe czy na samą przełęcz. W międzyczasie aparat odmawia posłuszeństwa. Siadło jego zasilanie. Wyjmuje baterie robię reset i o dziwo po odłączeniu gripa wszystko wraca do normy. Jest cisza, błękitne niebo i pustka wokół mnie.


Później tą ciszę zakłócą odgłosy z Wielkiej Krokwi. Chyba zaczynają się kwalifikacje do turnieju. Wychodzę trochę wyżej Przełęczy pod Kopą Kondracką i tam w sumie na całej długości spotykam kilka osób. Powrót tą samą trasą.

Więcej zdjęć na stronie www. Mile widziane uwagi. Pozdrawiam Manfred

Tatry po raz pierwszy…

No tak się składa, że od feralnego pobytu na nartach na Słowacji wybrałem się po krótkiej 5 mc. przerwie w Tatry. Dokładnie to Dolina Pięciu Stawów. Pogoda spacerowo idealna natomiast fotograficznie nie bardzo.